Do Ciebie, który boisz się odpowiedzialności.

Gdy do Ciebie piszę, zawsze staram się na Ciebie patrzeć, mieć w głowie Twój obraz. Wiesz, lepiej jest pisać do kogoś niż do ściany, mimo że od kogoś odbijałam się dużo częściej niż od ściany groch. I dziś, gdy siedzę tu, w sylwestrowy wieczór, twarz w mojej głowie masz bardzo zamazaną. Jakbym widziała Cię na ekranie telewizora z lat 80., tego małego i z szumami. Widzę jak świetnie się bawisz, rzucasz w wir wydarzeń, nie myślisz. Często Ci się to zdarza – szaleć i nie rozważać. Nie podejmować tematu przyszłości, choć decyzje masz takie, że strach pomyśleć o ich konsekwencjach. 

Jesteś człowiekiem na wskroś nieroztropnym, choć – co paradoksalne – sprawiasz wrażenie osoby mądrej, myślącej perspektywicznie, wiedzącej więcej. Już nie raz dałam się na to nabrać. Czy to tak zawsze jest, że im mniej ktoś wart zaufania, tym lepsze wrażenie godnego ufności sprawia? Może to przez to, że Tobie się wydaje, że umiesz w życie i nie jest Ci ono straszne? A może to Twoje podejście, pełne pogardy do świata, sprawia, że się go nie boisz – choć może powinno być odwrotnie? Gdy widzę siebie, zawsze mam w ręku herbatę. Jestem poukładana, wszystko mam zaplanowane na ostatni guzik, a gdy coś obiecuję, to nie rzucam słów na wiatr. Gdy podejmuję decyzję lub zobowiązuję się do czegoś, zawsze się wywiązuję, to we mnie silniejsze niż miłość do drogi.

Życie często rzuca człowiekowi wyzwania, lubi podkładać kłody pod nogi. One zawsze są po coś, wzmacniają, sprawiają, że człowiek staje się silniejszy. Ty chyba tego nie rozumiesz, podchodzisz zupełnie inaczej. Twoją ulubioną zabawą jest zabawa w chowanego. Pojawia się problem, znikasz. Staje się trudniej, chowasz głowę w piasek. Zza rogu wyłaniają się konsekwencje Twoich decyzji, bierzesz nogi za pas i uciekasz. Wydaje Ci się, że możesz wszystko, że nikt Cię nie dogoni. I rzeczywiście, dobrze Ci idzie. Szczególnie, że najbliżsi tak Cię wychowali – głaszczą po głowie, tłumaczą, chronią przed złem tego świata, który się na Ciebie uwziął. Są po Twojej stronie – szlachetne to, lecz zupełnie niewychowawcze.

To ciekawe, że tak się troszczą, a nikt nie nauczył Cię, że najpierw obowiązki, a później przyjemności. Najpierw jest obiad, a później deser. Ja nie umiałabym dobrze się bawić, wiedząc, że mam do spełnienia jakieś zobowiązanie, że mam niedokończoną sprawę. Nie dałoby mi to spać. Tobie – daje, sypiasz jak suseł. Jak małe dziecko. A dzieci zawsze wolą się bawić niż wieczorem myć zęby.

Patrzę na Ciebie i robi mi się przykro. Marnujesz dorosłość. Ona daje tyle możliwości – tyle wolności. Ale wolność nie może być straceńcza. Wolność z założenia daje czyste sumienie i z niego wynika. Czy masz wolne sumienie, będąc człowiekiem na wskroś nieodpowiedzialnym? Najpierw się bawisz, obowiązków unikasz. Życie traktujesz po łebkach – ono ma być dla Ciebie, a nie Ty dla niego. Rzucasz słowa na wiatr, liczą się dla Ciebie tanie podniety, nie przejmujesz się konsekwencjami. Jesteś jak ten jamnik, który przechodzi przez ulicę z zamkniętymi oczami w nadziei, że nie potrąci go żaden samochód. Pamiętaj – auta nie potrącają, do czasu.

Tak, Ty, masz dziecko. Ale nie łożysz na nie. Nie widujesz się. Masz wiele usprawiedliwień, każde biedne, gładzące Cię po głowie. Ale ja wychowałam się bez ojca, który nie płacił – uwierz mi, tacy ojcowie są niewiele warci.

Tak, Ty, pieniądze spadły Ci z nieba. Trwonisz je, dobrze się bawisz, nie myślisz o przyszłości, jesteś tu i teraz. Bycie tu i teraz jest piękne, ale chyba mylisz pojęcia. Wiesz, ile bym dała za to, by móc dostać taką szansę od losu? Spełniłabym marzenia, zabezpieczyła swój los na za dwadzieścia lat. A Ty kurczysz zasoby.

Tak, Ty, znikasz z pola widzenia. Zostawiasz za sobą ludzi, którzy na Ciebie liczyli, zostawiasz ich z problemami. Jesteś dorosłym człowiekiem, a zachowujesz się jak dziecko. Zrzucasz ciężar i z uśmiechem oddajesz go innym. A gdy chcą sprawiedliwości, gardzisz nimi. To żałosne, wybitnie niedojrzałe.

Ja witam Nowy Rok z książką i kadzidłem. Miałam w tym roku przyjemność poznać aż nadto ludzi, którzy stronią od odpowiedzialności. I zarówno im, jak i Tobie – a wiem, że cudownie się dziś bawisz, nie chciałam psuć Ci wieczoru, przepraszam – życzę w tym 2019 roku jednego: by ktoś nauczył Cię, że najpierw obowiązki, a później przyjemności. I modlę się, bym to nie musiała być ja.

Sprawdź poprzednie Listy Zosi: TU i TU.

One Reply to “Do Ciebie, który boisz się odpowiedzialności.”

  1. […] Listy Zosi: TU i […]

Dodaj komentarz