Do Ciebie, który z rodziną najlepiej wychodzisz na zdjęciu.

Hmm…trudny temat, wiesz? Trudny, bo przecież piszę tu o świętości, o grupie społecznie uznawanej za najważniejszą. Za najmocniejsze oparcie, z największymi prawami i obowiązkami. Grupa społeczna, wokół której winno kręcić się życie. Której najwięcej można – i trzeba – wybaczyć, choć ona nie zawsze wybacza. Często potępia, blokuje, wymaga, deprymuje i z miłością – z miłości – wpędza nas w kompleksy. Rodzina winna być na pierwszym miejscu i nawet gdy przez nią płaczemy, czujemy się malutcy, niedocenieni, stłamszeni i zdemotywowani – mamy być za nią wdzięczni.

Rodzina jest też super, bo (prawie) zawsze można na nią liczyć. Rodzina, choćby nie było z nią kontaktu miesiącami, w sytuacji awaryjno-kryzysowej stanie na wysokości zadania i po prostu będzie. Wesprze, nakarmi, napoi, przenocuje, ukocha. Teoretycznie – bezinteresownie.

Nie mam żadnego rodzinnego zdjęcia, nie wiem więc, czy z rodziną dobrze wychodzę na zdjęciu. Mam za to jeden portret rodzinny, z moimi dwiema psicami. Wyszłyśmy pięknie. Ale my i w codzienności pięknie razem wychodzimy (nie tylko na spacery). Tworzę rodzinę jeden plus dwa. Ja jedna i one dwie – dwunożne. Ufamy sobie, kochamy się, jesteśmy od siebie mniej i bardziej zależne. W tajemnicy powiem Ci, że gdy jeżdżę, podróżuję, to za nimi tęsknię najbardziej. One budzą mnie co rano, one cieszą się mocno jak nikt inny. One są najważniejsze. Ja raczej się nie przywiązuję – dla nich złamałam tę świętą zasadę. Dla kogoś przecież trzeba.

Wiesz…wiele osób – większość niestety – przesypia życie. Może i w pięknym śnie, ja w to nie wątpię, ale to wciąż sen. Sen nieświadomości, sen niedocenienia, sen zamkniętych oczu. Co się liczy, do czego trzeba dążyć, co jest najważniejsze, jaki jest sens, czy egoizm jest dobry? Rozmawiam z wieloma ludźmi, dążą do pracy, kariery, posiadania rodziny. Wplątują się w związki, które motają im ręce, a później ci sami ludzie przywiązują się do idei – na zawsze, mimo wszystko, idei drugiej połówki. Czy coś w tym świecie żyje jako połowa całości? Lew jest pełnią, nosorożec jest pełnią, mak kwitnie jako całość, dąb rośnie jako całość, niebo to całość, ziemia to pełnia. A nam powiedziano, że wciąż potrzebujemy mieć coś, kogoś, by być szczęśliwym, by być pełnym, by by – o ironio – niezależnym.

Idea rodziny jest ciekawa sama w sobie. To organizm, w którym zawiązuje się najwięcej relacji zależnościowo-uzależniających. W dzieciństwie to w rodzinie budujemy swoje poczucie własnej wartości. Gorzej, jeśli w tym czasie rzadko – lub wcale – padają słowa:  „Jestem z ciebie dumny, jesteś super, udało ci się, to było piękne, jesteś ważna”. Gorzej, jeśli w tym czasie trzeba wykonywać zadania bez zadawania pytań, zasługiwać na interesowaną aprobatę, przepraszać za swoje istnienie. Gorzej, gdy wymaga się od nas, byśmy poświęcili swoje życie opiece nad innymi. Gorzej, gdy z dobrej nieprzymuszającej woli pomaga się nam – często skutecznie – wybrać szkołę, kierunek studiów, marzenia. Gorzej, gdy zamiast pochwał padają wieczne „ale”, gorzej, gdy każde słowo może być wykorzystane, by później skrytykować. Gorzej, gdy najpierw mamy być dla innych, a dopiero później – dla siebie. I tylko „dzieci i ryby głosu nie mają”, i tylko „nie pyskuj”.

Wiesz, jak widzę swoją rodzinę? Tę, której nie będę mieć, bo wyszłam za mąż za drogę, a instynkt macierzyński spełniam aż nadto z Amelią i Wandą. Jest w tej rodzinie bezinteresowna miłość. Każdy z nas jest równie decyzyjny, a podstawą wszystkiego jest przyjaźń i szacunek – nie ten należny „bo starszeństwo”, ale ten zasłużony. Bo na szacunek zawsze trzeba sobie zasłużyć, niezależnie od wieku. Gdy chcesz iść, idziesz, wiem bowiem, że wrócisz. Ty wiesz, że masz dokąd wracać – choć mnie tam może nie być, bo też pójdę. Gdy nie chcesz czegoś robić, nie zmuszam cię, gdy masz na coś ochotę, pozwalam – nawet jeśli się potkniesz, potykaj – życie to sztuka nauki na własnych błędach. Gdy nasze zdania różnią się od siebie, rozmawiamy i akceptujemy zdanie drugiego – kim jestem, by narzucać ci moje własne? Jesteśmy tu z wyboru, nie dlatego, że trzeba.

Mówią, że rodziny się nie wybiera. To prawda – choć w moim świecie działa to zgoła inaczej (może jeszcze kiedyś powiem Ci jak). Jednak jeśli już trafiasz do tej rodziny, zastanów się dlaczego – co ma Ci ona dać, po co Ty jej jesteś? Wyciągnij to, co najlepsze, pojmij, spójrz ponad wszystko. Ale gdy boli za bardzo, za bardzo blokuje, smuci, złości – idź. Nie można tkwić w czymś, co daje ból i złe emocje, co nie rozwija, co deprymuje. Wstań i odejdź, zawalcz o siebie. Rodzina jest ważna, ale Ty masz o wiele większe znaczenie.

rodzina rodzinie poradnik motywacja rodzina rodzinie poradnik motywacja rodzina rodzinie poradnik motywacja rodzina rodzinie poradnik motywacja rodzina rodzinie poradnik motywacja

Do Ciebie, który byłeś moim prawie i Do Ciebie, który idziesz w konwenanse.

A Fanpage Pisadła znajdziecie tutaj: KLIK!

One Reply to “Do Ciebie, który z rodziną najlepiej wychodzisz na zdjęciu.”

  1. […] Do Ciebie, który z rodziną najlepiej wychodzisz na zdjęciu i Do Ciebie, który byłeś moim prawie. […]

Dodaj komentarz