Do Ciebie, który nigdzie nie należysz.

Łatwo jest się pogubić. Wystarczy po drodze zauważyć wyjątkowo pstrokate zwierzę, by zejść ze szlaku. Wystarczy, że wyda nam się, że ktoś w oddali woła. Nagle brakuje ścieżki, ściemnia się, a my mamy rozładowany telefon, do głowy by nam w życiu nie przyszło, by brać ze sobą kompas (Zresztą, jak to się obsługiwało?), zatem stajemy w miejscu. Ani to dom, ani znajome miejsce. Może jesteśmy sami, a może w oddali widzimy ludzi, lecz żaden z nich nie jest „nasz”. Żaden z nich nie weźmie za rękę i nie zaprowadzi w odpowiednie miejsce.

Podobno człowiek jest istotą stadną i wydaje mi się, że słowo „podobno” jest tu całkowicie zbędne. Potrzeba kontaktu rodzi się w nas na najróżniejszych płaszczyznach. Potrzebujemy miłości od drugiego człowieka, potrzebujemy pogłaskania po głowie, pochwały, delikatnego uniesienia warg, gdy śmieją się też oczy. Potrzebujemy akceptacji, pewności – mam gdzie iść, gdy jest mi źle. Mam do kogo zadzwonić i zapłakać w słuchawkę, a gdy będę się cieszyć mam z kim otworzyć szampana. Tylko tyle i aż tyle.

I ci ludzie niby są wszędzie. Niby autobus zawsze jest pełny. Niby uśmiechają się w pracy i pytają, jak się masz. Niby mówisz dużo, niby czujesz uścisk na powitanie, a jakbyś nie rozmawiał  i jakbyś nie dotykał. I niby w święta przy stole siedzi dwudziestu członków Twojej rodziny, a w dzień urodzin dostajesz jeden SMS z życzeniami.

Chciałabym powiedzieć, że to nieprawda; że ludzie nie są Ci potrzebni do szczęścia; że jak przychodzą to wzruszaj ramionami, a jak odchodzą to machaj na pożegnanie, bo to nic. To nigdy nie jest nic. To prawie zawsze zawiedzone nadzieje, złamane obietnice, zranione serca. Na szczęście prawie.

Czy czytając ten tekst, czujesz jak ciężko mi go pisać? Szczerze powiedziawszy, gdy Zosia zaproponowała ten temat, pomyślałam, że dam radę, jednak gdy usiadłam i okazało się, że faktycznie muszę napisać coś wartościowego, zabrakło mi słów. Co wiem na temat przynależności? Czym jest? I jak to jest być odrzuconym? Jak to jest być pozostawionym samemu sobie? Kręcę głową. Nie do końca wiem.

Wiem natomiast, że nie ma takich przeszkód, których nie można przeskoczyć. Nie ma takich ludzi, których nie można kochać, a czasem jedynym lekarstwem na złe jest przeczekanie. Wzięcie głębokiego oddechu, a po nim następnego. Jednak nie ograniczaj się do czekania. Weź sprawy w swoje ręce i szukaj swojego miejsca. Szukaj swoich ludzi. Takich, którzy zaproponują Ci herbatę, gdy do nich zajrzysz i spytają: „Co się stało?”, nawet jeśli jeszcze nie zdążysz się poskarżyć.

Kiedyś myślałam, że życie składa się z doświadczeń. Z tego, ile uda nam się zobaczyć, ile zrobić, a ile osiągnąć. Ostatnio na zajęciach z psychologii w teście osobowości wyszło mi, że sferą, na którą kładę nacisk w swoim życiu jest praca, a to znaczy, że jestem człowiekiem, który przede wszystkim działa. Nic więc dziwnego, że właśnie w ten sposób postrzegłam swoje życie – jako zbiór osiągnięć.

Jednak to wcale nie tak. Warto pomyśleć o tych, którzy są przy nas w czasie podróży. O tych, którzy czekają na nasz telefon. O tych, którzy skaczą z radości, gdy dowiadują się o naszych sukcesach. O tych, którzy głaszczą nas po plecach, gdy chorujemy. O tych, którzy znajdują czas w jego braku, by odpisać na długą wiadomość. O tych, którzy zapraszają na obiad. I o tych, których nie wymieniłam.

Na ludzi trzeba się otworzyć – nie do końca wierzę, że to piszę, bo nigdy dotąd w to nie wierzyłam, ale tak właśnie jest. Należy otworzyć się na dobro, a ono nas znajdzie. Należy postawić granicę złu, a samo odejdzie. Tak samo jak otworzysz się na dobrych ludzi, pożegnaj się z tymi, którzy nie są dla Ciebie dobrzy. Tylko wtedy odnajdziesz równowagę.

Nie powiem, byś się nie martwił, tak samo jak nie powiedziałabym osobie ze złamaną nogą, by przestało ją boleć. Powiem Ci natomiast, że nie wszyscy są źli. Nie wszyscy chcą źle. Nie wszyscy kłamią.

To, że odrzucono Cię pięć razy, nie znaczy, że za szóstym w końcu się nie uda. To, że złamano Ci serce dwa razy, nie znaczy, że złamią go i trzeci. A nawet jeśli… skoro wyleczyło się dwa razy, wyleczy się i trzeci raz. Przegrywają tylko Ci, którzy nie grają.

Ale w pierwszej kolejności – zanim przed drzwiami do Twojego serca ustawi się kolejka, naucz się należeć sam do siebie i o siebie walcz.

Więcej naszych tekstów znajdziecie na fanpage’u Pisadła TU i na Zosieńkowej Drodze i Kochaj.