Do Ciebie, który nigdzie nie należysz.

Wchodzę do domu, z ramion ściągam płaszcz, z ust uśmiech. Słyszę płacz. To płacze małe dziecko we mnie.
Siadam w fotelu, biorę do ręki telefon. Widzę wiadomość od Ciebie: „Jest mi źle, chcę uciec”. Płaczesz.

Otwieram jedną z aplikacji, słowa od Ciebie: „Rozstaliśmy się, w imię wolności i tego, by nie robić sobie krzywdy”. Ocierasz łzę.

Siadam przy stole, patrzę na Ciebie, widzę Twoją długą szyję, duże oczy, smukłe dłonie, ciemne włosy, lekko zadarty nos. Nos jest czerwony, oczy spuchnięte. Mówisz mi, że nie wiesz, co chcesz robić dalej. Nie wiesz, czego chcesz. Nie wiesz, czego nie chcesz, choć coraz częściej się o tym dowiadujesz. Nie chcesz samotności i przejścia przez życie bez celu. Nie chcesz spalać się na darmo. Nie chcesz pracy, która nie przynosi Ci satysfakcji, związku, który jest tylko po to, by być. Nie chcesz mieć tysięcy znajomych, ale wśród nich nikogo, do kogo zadzwonisz z płaczem w środku nocy.

Najbardziej jednak nie chcesz mieć tego palącego uczucia nieprzynależności nigdzie. Gdy jesteś w pracy, jest miło, rozmawiacie, śmiejecie się, żartujecie. Ale nie są to ludzie, których zaprosisz na wspólny posiłek, gdy nadejdzie zimowy wieczór. Wśród rodziny jest sympatycznie, gdy spotkacie się raz na pół roku, nadrabiacie ostatnie miesiące, pijecie kawę, jecie ciasto. Kolejne spotkanie – za czas dłuższy niż krótszy. Wśród znajomych czujesz się ok, ale czy „ok” to oznaka spełnienia i pełni? Strzel mnie w głowę, ale chyba nie tak określa się petardę.

Dobrze czujesz się z najbliższymi przyjaciółmi, czujesz moc, siłę, bezpieczeństwo, ciepło. Problem jest taki, że widujesz ich bardzo rzadko, są rozproszeni po świecie, każdy niby wspólnie i z miłością, ale tak naprawdę – sam na końcu horyzontu.

Praca jest, i jest w porządku, ale czy „w porządku” jest równoznaczne z poczuciem misji i sensem życia? No właśnie – sens życia. Gdzieś się rozproszył, zniknął, zagubił. Jakby ktoś go odwinął z papierka, zjadł, zmiętolił sreberko i wyrzucił do kosza, tego bez segregacji odpadów. Niby jesteś, żyjesz, masz się dobrze – ale czy naprawdę? Czy może tylko wkładasz to „dobrze” na twarz jak maskę, by pod spodem ukryć żal, tęsknotę i wieczne ciskanie się od ściany do ściany?

Chcesz miłości, ale wybierasz drogę – bo ona daje Ci spełnienie i pozwala realizować pasję. I tęsknisz za drugim człowiekiem. Chcesz drogi, ale wybierasz miłość – bo ona daje Ci poczucie bezpieczeństwa i spokój ducha. I tęsknisz za podróżą.
Czujesz, że usychasz w miejscu, w którym jesteś, że zabiera Ci ono wszystkie Twoje siły, odciąga od marzeń, ściąga w dół. Ale nie wiesz, jak się wyrwać, bo przecież co dostaniesz w zamian? To samo, znowu tęsknotę, ból i zagubienie. Dopóty dopóki nie odnajdziesz siebie w sobie, nie odnajdziesz spokoju.

Nie będę odkrywcza, mogę jedynie podać Ci herbatę i posłodzić ją tak mocno, że łyżeczka stanie w kubku. Mogę tylko powiedzieć Ci: „Daj czasowi czas”. Każdy z nas dostaje problemy na miarę swoich możliwości i zdolności przerobowych. Podobnie jest ze spokojem ducha i dojściem do punktu, gdzie powiesz: „Jestem u siebie”. Stanie się to w momencie, gdy odrobisz wszystkie lekcje – gdy Twoje serce, dusza i ciało będą gotowe na spokój. Nie patrz tak, to prawda. Twoje lęki, strachy, niepewności nie są tu po to, by Cię złamać, by Cię zgubić. Są po to, by dać siłę, by czegoś nauczyć o sobie i o świecie. To nie jest po to, by zrobić Ci na złość, to wszystko wynika z troski. Czy ktokolwiek mógłby się rozwinąć i dojść do tego, kim jest, gdyby najpierw nie wiedział kim nie jest i nie umiał stawiać granic? Każda z tych przeszkód buduje Ciebie, każda tęsknota budzi w Tobie chęć działania, daje motywację do zmian. Zaakceptuj to, co czujesz, to, że jest źle czy smutno. To minie, ale po co uciekać od czegoś, co jest w tym momencie częścią Ciebie. Wszystko się wyklaruje, a Ty bądź dla siebie Przyjacielem. I nigdy przenigdy się nie poddawaj. Spokojnie, nie łam się, nie znikniesz.

Więc, gdy już będziesz w pełni sił, dopij herbatę, umyj zęby, bo mogłam przesadzić z cukrem i wstań. Zawalcz o siebie, o swoje marzenia, o spokój ducha. Ale nie spalaj się, nie mów sobie, że musisz działać już. Poczekaj, daj czasowi czas. Wszystko przyjdzie w odpowiednim momencie. Jest w tym jakiś cel, mocno to czuję. A jeszcze mocniej czuję, że trzeba Cię teraz przytulić. I przytulam – całą sobą – bo co najmniej w moich ramionach jest dla Ciebie miejsce.

Po jeszcze więcej tekstów zajrzyj na fanpage Pisadła, Zosiową Drogę i Kochaj.