Do Ciebie, który odchodzisz za szybko.

Ułamek sekundy.

Wczorajsze „Kocham Cię” traci znaczenie, a w Twoich oczach pojawia się niezrozumienie i błaganie o jakiekolwiek wyjaśnienie. Słowna nie cisną mi się na usta, nie kształtują na języku, nawet nie wybrzmiewają pół sylabami w głowie. Nie ma ich, tak samo jak tego Twojego wyjaśnienia. Nie potrafię nawet dostrzec żadnego powodu, dla którego powinno się pojawić.

Teraz, gdy jesteśmy o kilka lat starsi i kilka lat mądrzejsi, już je widzę. Z tym, że wtedy o tym nie myślałam. Wtedy nade wszystko pragnęłam uciec, odejść, zniknąć, mieć to już za sobą. Ciebie mieć za sobą. Szybko i bezboleśnie. Nie było ani tak, ani tak.

Byłeś też inny Ty. Ty pojawiłeś się szybko, ja szybko uciekłam. Moje „kocham cię” nie zdążyło wybrzmieć w żadnej formie, nawet ukształtować się w podświadomości. U Ciebie było inaczej – trudno.

Gdy tak myślę, nie jestem typem, który z dnia na dzień decyduje się na ucieczkę. Raczej myślę, rozmyślam, niepokój narasta mi w piersi i tylko w piersi, bo ja o niepokojach nie mam w zwyczaju mówić. Tylko wtedy, gdy już decyzja zostanie podjęta żaden Ty nie ma czasu na zastanowienie się. Nie zdąży się obrócić na pięcie, w pokoju zostaje tylko zapach moich perfum i zdjęcie na ścianie, bo zawsze wywołuję wspólne zdjęcia.

Ale był też taki moment, kiedy i Ciebie chciałam wyprowadzić. Nastały ciężkie czasy. Czasy, którym brakowało dotyku, słowa nie pieściły, usta nie szukały, a serce nie śpiewało. Były czasy, w których te słowa raniły jak brzytwy, a mimo to chciało się mówić i ranić mocniej i głębiej. Przed świętami w pokoju miała stanąć choinka, a my nie umieliśmy żadnej wybrać. Nie, wróć. Ja potrafiłam, byłam gotowa na każdą, ale Tobie żadna się nie podobała. Wierciło mi to dziurę w brzuchu. Sprawiało, że zaciskałam pięści.

Choinka, rozumiesz?

Wyszłam z samochodu i zatrzasnęłam za sobą drzwi. Potem wyciągnęłam wszystkie Twoje rzeczy z szafy, a na środku pokoju powstała góra Twoich rzeczy. Gdy chcę, potrafię krzyczeć i potrafię strzelać celnie. Może dlatego wyszedłeś.

Od tygodni pragnęłam, byś wyszedł. Chciałam świętego spokoju, może nowej miłości, nowej szansy i powiewu świeżego powietrza. Ale w chwili, w której zamknąłeś drzwi i spojrzałam na górę Twoich rzeczy, mój mózg zaczął działać na najwyższych obrotach.

Chciałam wtedy odejść. Chciałam Ciebie zmusić do odejścia, ale…

To był pierwszy raz, kiedy zacisnęłam zęby. Pierwszy, gdy wieszak po wieszaku, wieszałam Twoje ubrania z powrotem w szafie. A gdy wróciłeś, nie było już tamtych nas.

Nie jestem widowiskowa. Gdy podejmuję decyzję, nie ma szans mnie przekonać. Czasem tylko decyzja potrzebuje czasu. Czasem tylko decyzja lepiej wygląda, gdy się z nią prześpimy.

Dzisiaj leżysz obok, szukasz filmu na wieczór. Minął rok.

Dobrze, że tym razem nie odeszłam zbyt szybko.

A TU jest fanpage Pisadła i jest tam jeszcze więcej tekstów!