Do Ciebie, który więcej mówisz, niż działasz.

Sama się z siebie niekiedy śmieję. Człowiek jest durny, niby powinien uczyć się na błędach, a wciąż popełnia te same. Niby dwa razy do tej samej rzeki się nie wchodzi, a ja dziesiąty raz się w niej kąpię. Gdybym była rzeką, już dawno bym siebie utopiła z politowania. Niekiedy warto podłożyć komuś nogę, gdy po raz n-ty wchodzi na tę samą donikąd prowadzącą ścieżkę. No ale… Polak mądry po szkodzie, a umiera i tak głupi.

Mam w środku, może w brzuchu, taki magnes na ludzi, którzy mają w sobie ciemne dziury i czarne miejsca. Z nich się składają. Taki magnes na tych, którym trzeba zapalić ogień, uchronić migotliwe światełko, które zaraz zgaśnie. Taki magnes na ludzi z wielkim ego. Ego biorącym się znikąd, na dobrą sprawę. Ego ukazujące się w słowach niepokrywających się w czynach. Ćmy lecą do światła, ja do ciemności. A w niej gasnę i ciemne miejsca stają się moimi miejscami. Mało to miłe, ale dzielnie z tym walczę. To też magnes na wielkie słowa i małe gesty (lub ich brak) – to zabawne, bo ja szczerze nie znoszę czczego gadania bez pokrycia.

Znasz to? Może o Tobie piszę. Czy to Ty dużo mówisz? Mówisz, że kochasz i że jesteś i będziesz. Mówisz, że tylko ja i nikt inny, że z nikim nigdy nikogo nie. Mówisz, że za wszystko i za nic i pomimo wszystko. Mówisz, że góry przeniesiesz i zaklęcia złamiesz i gwiazdkę z nieba dasz, że, pomożesz, wesprzesz, zrozumiesz. Że na zawsze i że mogę się przytulić, gdy chcę. I że to właśnie to, a bez tego to nic. Haha. Mówisz tak pięknie – kiedyś z kimś innym to nawet w to wierzyłam – a gdy przychodzi co do czego, to z tych wszystkich pięknych słów zostaje „i”. I „ale”.

Myślę sobie, czy to ze mną czy z Tobą jest coś nie tak? Czy to ja wymagam za dużo, gdy chcę się przytulić przed snem, a nie – spać pod dwiema kołdrami, plecami do siebie? Czy to dziwne, że mieszkając razem, jeden przelotny buziak na powitanie to dla mnie za mało? Czy mijanie się bez słowa i rozmowy w pustkę, bez pytania „co czujesz, co słychać” są ok? Czy niedawanie znaku życia przez parę dni, gdy się nie widzimy to wciąż „brak czasu”, czy po prostu hasło „mam Cię w dupie, ale ładnie się wytłumaczę”? Dużo mówisz, pięknie mówisz. Co z tego, jeśli poza słowami nie ma żadnych gestów, czynów, które świadczyłyby o tym, że w zapewnieniach nie mijasz się z prawdą? Po co komu takie słowa?

A później przepraszasz, kupujesz lody na zgodę, płaczesz, że wszystko psujesz. Mówisz, że śni Ci się, że straciłeś mnie zanim mnie poznałeś. Wiesz, co myślę o przeprosinach? Że można nimi wypchać pluszowego misia i postawić na regale, by się kurzył. Po co przepraszać za coś, co się zrobiło (lub czego się nie zrobiło), jeśli najlepiej byłoby do tego nie dopuścić? Przeprosiny fundamentalnie są śmieszne w momencie, gdy ich powód notorycznie się powtarza. I znowu tylko dużo mówisz.

A może to o Tobie? I o Twoich planach. Mówisz „wielki festiwal metalowy” stworzony we współpracy z największymi szychami w branży. Wiesz już, gdzie będą sceny, ile ich będzie i za ile sprzedasz bilety. Kogo zaprosisz, gdzie się ogłosisz. Super, takie pomysły mają szaloną rację bytu! Takie pomysły, idee, założenia zmieniają świat. Szkoda tylko, że na mówieniu się kończy, w Twoim przypadku. Gdy ja mówię „system jest do dupy”, rzucam szkołę i wyprowadzam się z kraju. Gdy widzę, jak bardzo we współczesnym świecie kobiety cierpią przez otaczającą nas rzeczywistość i społeczne chore normy i ideały, zaczynam pisać i fotografować – i zmieniam świat, małymi kroczkami odmieniam realia. Często nawet nie mówię o tym, co robię lub co planuję, po prostu działam i moje działanie daje największe świadectwo. A gdy słucham Ciebie, nie widzę w tym potencjału. Nie jesteś wiarygodny, nie biorę Cię na poważnie.

Ciebie też nie biorę na poważnie. Gdy po raz n-ty słyszę, że ćwiczysz sztuki walki, a ani razu nie widziałam Cię w drodze na trening… Gdy  mówisz, jak uzdolniony muzycznie jesteś, a nigdy nie słyszałam jak grasz… Gdy raz po raz wspominasz o swoich sercowych podbojach, a nie widzę niczego poza obojętnością… Gdy chwalisz się wynikami, a nic z tego nie wynika… Mówisz o sobie jak o bogu, ale ja tutaj nie widzę nic boskiego, poza nietrzeźwą oceną sytuacji.

I wiesz, co Ci powiem? Niekiedy lepiej jest nic nie mówić, wtedy nie stawiasz siebie w złym świetle. Gdy mało robisz, a dużo mówisz, trudno jest zaufać. Trudno jest brać Ciebie na poważnie. Nie sprawia mi frajdy podchodzenie do Ciebie z dystansem, nie bawi mnie patrzenie na Ciebie z politowaniem. Nie podoba mi się branie przez palce tego, co mówisz – ale jak mogę inaczej, skoro tak mnie nauczyłeś?

Przestań mówić. Zacznij robić.

motywacja rozwój poradnik jak motywacja rozwój poradnik jak

Do Ciebie, który uciekasz przed szczęściem i Do Ciebie, który próbujesz się dopasować.

motywacja rozwój poradnik jak motywacja rozwój poradnik jak

A Fanpage Pisadła jest TUTAJ!!!

One Reply to “Do Ciebie, który więcej mówisz, niż działasz.”

  1. […] Do Ciebie, który więcej mówisz niż działasz i Do Ciebie, który uciekasz przed szczęściem. […]

Dodaj komentarz