Do Ciebie, który boisz się inności.

Ranek. Wstaniesz, umyjesz zęby, naciągniesz bawełniane majtki, skarpety za kostkę, koszulę i proste czarne spodnie. Pojedziesz do pracy, uśmiechniesz się tylko raz, ale potem szybko opuścisz kąciki ust. Zajmiesz się pracą aż do przerwy. W przerwie zjesz kanapkę z szynką z marketu i żółtym serem. Popijesz to czarną herbatą, posłodzoną jedną łyżeczką cukru. Wrócisz do pracy.

O szesnastej wyjdziesz, uśmiechniesz się raz, ale potem szybko opuścisz kąciki ust. Pójdziesz do samochodu lub na przystanek. Skasujesz bilet, przeklniesz kierowcę, jadącego przed Tobą. Wrócisz do domu, pomyślisz, że znów jest bałagan, a Ty jesteś tak bardzo zmęczony. Wrzucisz brudne skarpety do pralki, ale jeszcze jej nie nastawisz. Zrobisz obiad i zjesz go, myśląc intensywnie o dniu następnym. Położysz się na kanapie, weźmiesz do ręki pilota. Uśniesz po godzinie. Przebudzisz się koło dwudziestej drugiej, umyjesz, położysz do łóżka.

Powtórz.

Skończyłeś podstawówkę, gimnazjum i szkołę średnią, potem poszedłeś na studia, bo przecież wszyscy szli i nie wypadałoby nie pójść. Po studiach trzeba było szybko znaleźć pracę, więc znalazłeś. Czy lubisz? Co to w ogóle za pytanie? Praca nie jest po to, żeby ją lubić. Praca jest po to, byś mógł zarobić pieniądze.

Pieniądze są ważne, bo potrzebujesz ich na wynajem mieszkania, który do najtańszych nie należy. Pieniądze są potrzebne, by kupić zaręczynowy pierścionek, bo z dziewczyną jesteś już dwa lata i rodzina zaczyna dopytywać. Wiek już odpowiedni, czas się określić. Wątpliwości przesuwasz ręką na bok i nie zajmujesz się nimi. Taka jest kolej rzeczy.

Po hucznym weselu, na które ona założy białą suknię, policzycie pieniądze, ale nie wyjedziecie na miesiąc miodowy, bo szef przecież nie da Ci wolnego. Nic nie szkodzi. Pieniądze będą na wkład własny, bo bez niego nie ma kredytu, a Wy chcecie kupić mieszkanie. Potrzebujecie czegoś większego, bo rodzina zaczęła pytać o dzieci.  

W wakacje pojedziecie nad morze. Rozstawicie parawan niedaleko morza, by mieć oko na dzieci. Położysz się wygodnie na kocu i otworzysz piwo, dopóki jeszcze zimne. Weźmiesz łyk i powiesz żonie, że „gorąco”. Ona Ci nie odpowie, bo będzie zbyt zajęta smarowaniem Waszych dzieci kremem z filtrem. Rozejrzysz się i uśmiechniesz na widok dwudziestolatek w skąpym bikini. Wzrokiem odnajdziesz parę gajów, którzy idą brzegiem, trzymając się za ręce i szybko opuścisz kąciki ust.

Obok przejdzie starsza kobieta z długimi dredami, więc pokręcisz z niesmakiem głową. Na widok dziewczyny, której ciało zostało pokryte tatuażami, rzucisz niewybredny komentarz na temat więzienia. W drodze na obowiązkową rybkę, zobaczysz dwóch młodych ludzi, grających na gitarze. Przeczytasz kartkę, na której będzie napisane „Zbieramy na podróże” i prychniesz pod nosem. Nic nie wrzucisz, nie po to ciężko pracujesz, by dzielić się tym z nierobami.

W drodze powrotnej do domu, głowa będzie Ci pękać od krzyku dzieci, które nieustannie czegoś chcą. Podgłosisz radio, by je zagłuszyć i usłyszysz coś o kolejnym marszu równości, który został przerwany przez antymarsz, na którego czele szli ludzie z krzyżami. Powiesz, że „bardzo dobrze”, bo dziadostwa w swoim kraju nie zniesiesz.

W niedzielę założysz koszulę, poczekasz aż żona ubierze dzieci i pomyślisz sobie, że od miesięcy nie widziałeś jej nago, a potem pojedziecie do kościoła. Wyspowiadasz się, ale pominiesz to, że oglądałeś filmy dla dorosłych, gdy ona już spała. Przyjmiesz komunię. Po powrocie do domu położysz się na kanapie i otworzysz piwo. Uśniesz po godzinie.

I będziesz śnił o idealnym świecie. Bez homoseksualistów, muzyków, tatuaży i dredów. O świecie, w którym wszyscy będą tacy jak Ty.

Równie szczęśliwi.

Powtórz.

Do Ciebie, który tęsknisz i Do Ciebie, który jesteś sobą.

Fanpage Pisadła: KLIK.