Do Ciebie, który zapominasz o sobie.

Tamten wieczór. Późno już. Stół ze szklanym blatem stoi pod oknem. Przykryty jest materiałem w kwiaty. Na stole – rozsypane płatki śniadaniowe, kluczyki do samochodu, nieumyte naczynia, książka porzucona w połowie historii. Leży nóż, puzzle bez pary, para dziurawych skarpetek. Pośrodku tej wybitnie martwej – zupełnie bez życia – natury pali się świeczka. Są dwie miski, w nich zupa cebulowa i kukurydziany chleb na talerzyku. Jest dwoje ludzi.


Mówicie, że się kochacie, lecz mówicie to najczęściej wówczas, gdy kochacie się pod sznurem ususzonych róż. To tak jakbyście pili kakao, ale dodawali do niego mleko i cukier jedynie nocami.

– Wszystko ok? – pyta on, trzymając Cię za rękę. Wie, że nie usłyszy prawdziwej odpowiedzi, wie, że nie będzie mu dane usłyszeć tego, co złe i co gryzie. Chce być bohaterem i kolejny raz nie zdoła.

– Nie, ale to minie. Wszystko będzie ok – mówisz Ty, delikatnie ściskając jego dłoń na znak, że Ci zależy i że on ma się nie martwić. Już zapobiegawczo, by on nie musiał się troszczyć, by nie musiał się przejmować. Ty sobie poradzisz. Oczy masz martwe, ale udajesz, że to nic, uśmiechasz się kącikami ust, na roześmiane oczy nie wystarczyło już sił.

– Nie wierzę ci, kolejny raz. I źle mi z tym, bo nie wiem, jak ci pomóc, gubię się, widzę swoich rodziców, motam się jak małe dziecko, które nigdy nie czuło miłości. To mnie zjada, jest mi źle. Ranisz mnie– mówi on.

– Nie, nie, to nic! – wyłaniasz się na moment z czarnej otchłani, chowasz do kieszeni strachy, lęki, ból, chowasz do kieszeni siebie i jesteś cała dla niego. Twój świat mieści się teraz w dłoni, wciskasz go więc głęboko do gardła, by nie widzieć, nie czuć, nie myśleć.

Jesteś teraz dla tego chłopca, który potrzebuje wsparcia, miłości, zrozumienia. Którego trzeba ukochać, uspokoić, utulić. Jesteś zła, znowu powiedziałaś o dwa słowa za dużo, a mogłaś nie mówić wcale. Jednak są momenty – ułamki sekund – kiedy to Ty chciałabyś być utuloną i poczuć się bezpiecznie. W takich chwilach mówisz o dwa słowa za dużo, a później szybko chowasz się do żółwiej skorupy, bo jednak nie będzie nikogo obciążać.

Teraz głaszczesz go po głowie, całujesz w czoło, rozjaśniasz jego myśli. Swoje ignorujesz.

Tej nocy, gdy zupa cebulowa tężeje w garnku, a świeczka powoli dogasa, Ty nie czujesz, że się kochacie. Czujesz się wykorzystana. Dajesz się wykorzystywać. Wykorzystujesz siebie.

Kłótnia w samochodzie. Miałam Ci powiedzieć, miałam mówić. Mówię, i co? I słyszę, że się mylę. Jak mogę mylić się w sprawie moich własnych uczuć? Jak możesz wiedzieć lepiej ode mnie, co czuję i dlaczego? Jak mam się otworzyć, skoro od razu każesz mi się zamknąć? Jak mam mówić o sobie, skoro na jedno moje zdanie Ty masz siedem swoich?

Jemy pierogi zamiast zapiekanki, bo Ty wolisz domową kuchnię. Mnie to nie przeszkadza, serio. Idziemy do kina, a nie do teatru, bo Ty lepiej czujesz się przed ekranem. To ok, tylko czasem mi tęskno do wielkiej sztuki. Kawa jest rano, gdy wstawiasz kawiarkę, a nie wieczorem, gdy najchętniej bym ją piła. Ale to w porządku. Do wszystkiego przecież można się przyzwyczaić. Wszystko mogę sobie przetłumaczyć. To, że najczęściej zasypiamy przytuleni, gdy Ty masz ochotę, a nie gdy ja tego potrzebuję. To, że zamykamy drzwi do sypialni, mimo że kot chciałby czasem wyjść do kuchni. Ale to są tylko drobiazgi.

Czy aby na pewno – „tylko”?

Nie…nie „tylko”. Ale tak się składa, że Ty tego nie widzisz. To wydaje się dziwne, ale w tamtym czasie nie boli Cię Twoje zamknięcie. Myślisz, że w porządku jest to, że w rozmowach zawsze skupiacie się na nim. Ty przecież jesteś silna, silniejsza, poradzisz sobie. Ułożysz sobie to sama w głowie. Ale tak się nie dzieje, pewnych rzeczy nie da się ułożyć o tak o. Pewne rzeczy to nie są podkoszulki, które się rozkłada w szafie, kolorystycznie.

Jedna rzecz łączy to „tylko” z podkoszulkami w szafie – małe rzeczy tworzą jedną wielką całość. Niemówienie, niedzielenie się, ustępowanie, umniejszanie sobie, odwracanie głowy, nadstawianie drugiego policzka. To całość, która składa się na tragedię. Na śmierć za życia, na odebranie sobie prawa do radości, do uśmiechu, decyzji i stawiania siebie na pierwszym miejscu.

Ja jestem egoistką, tak mi się zawsze wydawało. Ale był czas, w którym najpierw był on, długo długo nic, a dopiero później świat i ja (tak, w tej kolejności). Życzę Ci, by nigdy taki rozkład sił nie przydarzył się Tobie. I mam nadzieję, że to nie o Tobie pisałam.

>>> Do Ciebie, który czekasz na odpowiedni moment i Do Ciebie, który boisz się miłości <<<

>>> Polub nasz Fanpage i bądź na bieżąco! KLIK <<<

5 Replies to “Do Ciebie, który zapominasz o sobie.”

  1. Naprawdę dobrze napisane. Wielu osobom wydaje się, że posiadają odpowiednią wiedzę na opisywany temat, ale niestety tak nie jest. Stąd też moje miłe zaskoczenie. Muszę wyrazić uznanie za Twój trud. Zdecydowanie będę polecał to miejsce i częściej tu zaglądał aby przejrzeć nowe rzeczy.

  2. […] Do Ciebie, który zapominasz o sobie i Do Ciebie, który czekasz na odpowiedni moment […]

  3. […] Do Ciebie, który boisz się zaufać i Do Ciebie, który zapominasz o sobie […]

  4. Jestem bardzo zadowolony że wyszukałem ten wpis w sieci. Wielu autorom wydaje się, że mają rzetelną wiedzę na opisywany temat, ale z przykrością stwierdzam, że tak nie jest. Stąd też moje wielkie zaskoczenie. Powinienem wyrazić uznanie za Twoje działania . Zdecydowanie będę polecał to miejsce i regularnie tu zaglądał by przejrzeć nowe rzeczy.

  5. Naprawdę dobrze napisane. Chciałbym podziękować za Twoje działania. Mam nadzieję, że będzie więcej takich wpisów 🙂 Gratki. Będę częściej zaglądał.

Dodaj komentarz