Do Ciebie, który nie potrzebujesz przyjaciół.

Mgnienie oka. Siedzimy w paręnaście osób w mieszkaniu. Część jest w kuchni i rozmawia, śmieje się w rytm gwiżdżącego czajnika. Ktoś stoi przy ścianie i czyta cytaty, które zostały na niej napisane. Na kanapie siedzi kilka osób, ktoś trzyma komuś głowę na kolanach, ktoś bawi się czyimiś włosami. Mieszkanie jest niewielkie, myślę, że bywa wyższe niż szersze. Mam w nim tylko trzy krzesła, Cud Ludzie siedzą więc gdzie popadnie: na wojskowym materacu rozłożonym na podłodze, na stole, na stoliku nocnym, na parapecie, na dywanie, na psim posłaniu. Gdy nie wystarcza kubków, jedna herbata przypada na parę, gdy brakuje jedzenia, o północy idziemy na frytki i lody.

Mgnienie oka. Las, wczesna wiosna, drewniany dom. Psy kąpią się w jeziorze, my siedzimy na pomoście. Pomiędzy nami leżą ciastka, herbatniki, czekolada. Stoi sok wieloowocowy, leżą aparaty, kurtki, dwie smycze. Woda szumi, my rozmawiamy przyciszonymi głosami. Pochylam się nad wodą i w jej odbiciu widzę niebo i najukochańsze w świecie twarze.

Mgnienie oka. Druga w nocy, wsiadamy do samochodu. Jedziemy przed siebie, po dwóch godzinach stajemy, w oddali migocą światła miasteczka, a ma trafiamy na plażę. Rozbieram się, wskakuję do wody. Później jemy sucharki i pijemy kawę z termosu.

Mgnienie oka. Inny las, już lato, inny drewniany dom. Znowu – cztery krzesła, a nas ósemka. Dziewiąta rano, stół ugina się od talerzy i sztućców. Kładliśmy się o czwartej, ale już jesteśmy na nogach, bo nie ma co tracić czasu. Rozmawiamy, o samobójstwie, o prostytucji, o filozofii, o chemii, o polityce. Jeszcze przed śniadaniem, na pusty żołądek.

Mgnienie oka. Zasypiamy, w dłoni trzymam dłoń, na karku czuję ciepły oddech. Słyszę szept „dobrej nocy” i ta noc jest piękna. Gdy podejmujemy decyzję, że zamieszkamy razem, żadnej z nas nie przychodzi do głowy, że będę spać na kanapie, obie mówimy „trzeba sprawić większe łóżko w sypialni”. I słyszę „Zosieńko, to będzie nasz dom”.

Mgnienie oka. Padam w ramiona pełne miłości, trzymam głowę na udach, głośno płaczę. Świat mnie zmiażdżył, podarł w strzępy, pogryzł i wypluł. Ale już jestem w miejscu, w którym czuję się bezpiecznie, gdy ściągam maski, zbroję i odkładam tarczę. Niekiedy czuję uderzenie w policzek – to na ocucenie, kiedy indziej – pocałunek w powieki, dla spokoju. Słyszę: „Jesteś cudem”, mówię: „To dzięki Tobie”.

Mgnienie oka. Północ. Otwieram drzwi i widzę zapłakaną istotę, przytulam mocno do serca, robię herbatę, kaszkę manną i przygotowuję piżamę. Tę noc spędzamy razem. Podobnie jak tę, w której jedziemy przez Polskę w kombinezonach jednorożca. Żegnam wówczas kolejny ważny rozdział życia.

Miłość. Szacunek. Nagość dusz. Rozmowy do świtu. Nocne chodzenie po mostach. Zaufanie. Poczucie bezpieczeństwa. Wolność. Wdzięczność. Śmiałość słów. Autentyczność. Głośny śmiech. Brak pretensji, wymagań, manipulacji. Istoty z tych najważniejszych. Ci, którzy widzą największe łzy i słyszą najgłośniejszy śmiech. Ci, przy imionach których w telefonie mam trzy żółte serduszka. Ci, z którymi co dnia mam kontakt, mówię o wielkich sprawach i malutkich sprawkach. Ci, którzy słuchają o moich problemach i którzy dzielą się ze mną swoimi. Ci, przy których ściągam tarczę, naramienniki, zbroję i odkładam miecz i mówię: „Najpierw mnie przytul, a później przejmij wartę”.

Przyjaciele to złoto. To największy skarb. To Ludzie, dzięki którym jestem lepszym człowiekiem, którzy uczą mnie więcej niż najlepsze podręczniki. To Ludzie, którzy są i będą – bo „zawsze” zależy tylko od nas. Gdy większość życia byłam sama, nie wiedziałam, co czeka na mnie za rogiem. A czekał raj – w ludzkich skórach.

Do Ciebie: ratuj naszą planetę oraz Do Ciebie, który boisz się inności.

Zajrzyj też na nasz fanpage: KLIK!

One Reply to “Do Ciebie, który nie potrzebujesz przyjaciół.”

  1. […] Do Ciebie, który nie potrzebujesz przyjaciół i Do Ciebie: ratuj naszą planetę. […]

Komentarze są zamknięte.