Do Ciebie, który idziesz w konwenanse.

Hmm… Kiedyś napisałabym: „widzę, jak biegasz w swojej pracy, w domu, życiu, w społecznościach; jak powtarzasz błędy innych, nie widzisz, że można lepiej inaczej bardziej”. Opisałabym Ciebie w rodzinie, w której nie czujesz się swobodnie, w pracy, która Cię mierzi, w życiu, które sobie jest bez szału i Ty w nim sobie jesteś. Nakreślałabym Twój obraz jako osoby, która żyje i czuje, że coś jest nie tak, ale albo nie ma siły, albo odwagi, albo świadomości, że coś można zmienić i żyć inaczej.

Kiedyś zamknęłabym się w mojej wizji Ciebie, wykreowałabym mój Twój obraz. Ale skąd tak naprawdę wiedziałabym, co Tobą kieruje i dlaczego, kim jesteś, jakie są Twoje pasje, jeśli je masz, dlaczego jesteś w tym miejscu, w którym jesteś? Pisałabym, że konwenanse są be, a warto iść bardziej głębiej dalej. Ale właśnie – może nie dla każdego warto, może to nie jest dla wszystkich, może możesz chcieć „bardziej”?

Ja mogę pisać tylko o sobie, na swoim przykładzie, a Ty zrobisz z tym, co zechcesz i co czujesz. Nie chcę dłużej mówić, że to moje wszystko jest takie super i że warto w to iść. No bo owszem – jest, i warto. Ale wcale nie musi takie być dla Ciebie. To ja kocham to całym serduszkiem. Może Ty też otworzysz na to serce i duszę, zapraszam Cię. Ale jeśli nie, to ok. Na pewno zrobi to ktoś inny.

Od paru dni myślę o tym, czym jest sens życia i o co w nim chodzi, w tym naszym życiu. Dla niektórych o to, by być szczęśliwym, bez określenia jak to zrobić. Dla innych – o pieniądze. O karierę. O rodzinę. O święty spokój. O szacunek. O władzę. O miłość. Każdy ma swoją wizję tego, jak powinna wyglądać codzienność. Mówią, że niektórzy lubią jak się dzieje, a inni wolą jednak ciszę i spokój. Jedni muszą mieć teraz zaraz już, a inni mają czas.

Ja nie mam czasu. Nie mam miejsca na spokój, taki codzienny (bo w sercu i głowie mam go idealną ilość). To znaczy  – czasu mam wiele, ale nie lubię go marnować. Na czekanie. Na gdybanie. Na zastanawianie się. Na rozmyślanie nad decyzjami. Na marnowanie szansy. Na szarość. Na nudność, na bezmyślną codzienność. Na „a co jeśli”, „to nie dla mnie, nie umiem”, na „nie wypada”, na „to się nie uda”, na „jeśli…”.

Nie czuję czegoś – nie robię tego. Nie lubię czegoś – unikam tego. Nie znam czegoś – poznaję to. Boję się – oswajam strach. Mogę iść prosto – idę ścieżką bez drogowskazów. Mogę mieć wszystko – mam to. Nie mogę czegoś mieć – obchodzę przeszkody i mam. Albo nie mam, jeśli tak jest jednak lepiej. Mogę mieć łatwo i prosto, spokojnie – mam na maksa i w pełni, nigdy konformistycznie. Chcę czegoś – wizualizuję. Coś mnie mierzi – zmieniam to. Nie mogę czegoś zmieniać – odpuszczam i nie spalam się. Poszukuję, drążę, krążę, poznaję, pokochuję. Podkręcam intensywność, wychodzę poza ramy, idę ścieżką, gdzie ciemno i rosną krzaki, bo tędy mało kto chodzi. Ale ja wiem, że ona jest, i to ona właśnie prowadzi wzdłuż urwiska skalnego nad łąką pełną kolorowych kwiatów o zachodzie słońca. Nie mam lęku wysokości.

Chcę się kochać, to się kocham. Nie lubię się malować, to się nie maluję. Chodzę na boso, pływam nago, nie przywiązuję się do miejsc, nie spalam w miejscu pracy. Nie wiem, co wypada, a co nie. Nie wiem, co ludzie powiedzą. A jak powiedzą – to chyba nie usłyszę. Słyszę to, co dobre, słucham sercem, patrzę nim i czuję. Gdy oglądam, jestem oczami, gdy słucham, zamieniam się w uszy, gdy dotykam, moje ciało jest opuszkiem palca, gdy smakuję, staję się językiem. Nie oglądam się za siebie, nie zaglądam za róg jutra. Widzę je tylko w wizualizacjach, które spełniają się jedna za drugą. Wiem, czego chcę i czekam, aż to do mnie przyjdzie. Przeważnie spotykamy się w pół drogi, połowę przeszłam ja, połowa wyszła na moje spotkanie. Akceptuję odmowę, nie biorę do siebie krytyki, choć wyciągam z niej naukę. Za sędziego mam swoje sumienie, a dom mam tam, gdzie mój plecak, spokojne miejsce, gdzie moi ludzie. A spełnienie jest we mnie.

I wiesz co? Do konwenansów mi daleko. I powiem Ci, że żyję. Mam się dobrze. W zasadzie – to lepiej dawno nie było.

konwenanse życie człowiek jak konwenanse życie człowiek jak konwenanse życie człowiek jak konwenanse życie człowiek jak

Do Ciebie, który dajesz wolność i Do Ciebie, który się zmieniasz.

A tutaj Fanpage Pisadła: KLIK

konwenanse życie człowiek jak konwenanse życie człowiek jak konwenanse życie człowiek jak konwenanse życie człowiek jak

2 Replies to “Do Ciebie, który idziesz w konwenanse.”

  1. […] Do Ciebie, który idziesz w konwenanse i Do Ciebie, który dajesz wolność. […]

  2. […] Do Ciebie, który byłeś moim prawie i Do Ciebie, który idziesz w konwenanse. […]

Dodaj komentarz