Do Ciebie, który boisz się inności.

Cieszę się, że spotykam Cię tak rzadko, wiesz? Pamiętam, jak kiedyś podeszłaś do mnie, gdy siedziałam na ławce w parku i zaczęłaś komentować moje tatuaże. Mówiłaś, że się oszpeciłam, że co ja sobie myślę, że nie znajdę pracy, że zmarnowałam sobie życie. Później powiedziałaś też coś o mojej łysej głowie. Stałaś paręnaście centymetrów przede mną. Gdy dobitnie oznajmiłam, że nie życzę sobie takich słów kierowanych w moją stronę, a tatuaże mogą być sztuką, przybliżyłaś się, nachyliłaś nad mną i zaczęłaś oglądać moje ciało jakby to był eksponat muzealny. Jakbym nie była człowiekiem, a kawałkiem wyrzeźbionego kamienia, który można dowolnie długo i z dowolnym natężeniem kontemplować. W dość ordynarny i nietaktowny sposób.

Powiedziałaś później, że te tatuaże to jednak ładne są, ale niesmak pozostał.

A ja, chcąc nie chcąc, zaczęłam nosić mniejsze dekolty i dłuższe sukienki.

Albo wtedy, gdy szłam za rękę z moją dziewczyną, w innym życiu, w innym parku, a Ty szedłeś z naprzeciwka. Nic nie powiedziałeś, ale Twój wzrok sprawił, że cieszyłam się, że mamy jasny dzień.

I później te spojrzenia, gdy jechałyśmy tramwajem. Rozmawiałyśmy, ja gładziłam ją po włosach, ona trzymała dłoń na moim kolanie. Takie nic.

A kobiecie, która wsiadła po nas, z wrażania aż telefon wypadł z dłoni. Śmiałyśmy się pod nosem, mrugnęłyśmy do siebie, ale… w głębi duszy to bolało. To boli. Ja wiem, że my jesteśmy silne, w nas opinie innych nie uderzą, my jesteśmy na nie odporne. Ale dziewczyna mojej przyjaciółki nie jest tak odważna, ona boi się wziąć swoją ukochaną pod rękę. Boi się ją pocałować w miejscu publicznym. Nie wie, czy nagle zza rogu ktoś nie wyskoczy i ich nie pobije. Nie wie, czy za moment nie usłyszą bardzo niewybrednego komentarza. Nie wie, czy nie wyląduje w szpitalu – z powodu miłości. Wiesz, obecnie to właśnie z powodu miłości – „innej miłości” – można umrzeć. A wtedy, gdy Ty umrzesz, umrą w Tobie Twoja wiara, Twoje marzenia, pragnienia, Twój głośny śmiech, buńczuczność. I co pozostanie?

Inność budzi złość. A złość bierze się z lęku. Z lęku przed nieznanym, przed tym, co jest nam obce, z czym być może się nie zgadzamy. Strach przed innością wpojono już naszym przodkom, pokolenia przed nami. Trudno jest ustrzec się przed tą złością, gdy zewsząd słyszmy komunikaty, że inność jest czymś niedobrym.

Zastanawiam się, dlaczego nie reagujemy taką awersją na perfidne manipulacje, którymi niekiedy posługują się ludzie, których kochamy? Dlaczego nie reagujemy na krzywdę, którą ktoś nam wyrządza poprzez zaniedbanie, ignorancję lub wyśmianie? Dlaczego nie razi nas fałsz w słowach i uśmiechach tych, którym ja osobiście boję się zaufać? Dlaczego nie plujemy na hipokryzję, na dulszczyznę, na chęć zemsty, na bezwzględność?

Obrywa się inności, obrywa się ludziom, którzy z takich czy innych względów nie idą głównym nurtem, tylko podtapiają się na mokradłach albo maszerują tatarakiem. Obrywa się tym, którzy wybrali inaczej lub za których inaczej wybrał los, przeznaczenie, doświadczone w życiu lekcje. Oni niczym nie zawinili. Tak długo, jak swoim zachowaniem nie robią krzywdy innym (a nie robią przecież), niech idą, kalecząc stopy o ostre kamienie.

Ja najpierw nauczyłam się iść swoją ścieżką. Później musiałam nauczyć się być odporną na opinie i oceny innych. A na końcu nauczyłam się nie oceniać. I nie brać niczego za pewnik. Nie znam motywacji decyzji, nie znam zawirowań losu, które wydarzyły się po drodze. Przede wszystkim wiem jednak, że nic nie jest czarno-białe i że życie pełne jest niespodzianek, bólów, zaskoczeń i momentów, o których nawet byśmy nie pomyśleli. I przyjmuję je, podobnie jak przyjmuję to, że ktoś może mieć inny niż ja pomysł na życie. I mimo że nie kiedy nie rozumiem jego punktu widzenia lub nie mogę się z nim zgodzić, to akceptuję, że to jego wybór. Jego życie, jego wybory, wolność, konsekwencje i szczęście. Nie mam do nich prawa.

I wiedz tylko jedno. Gdy będziesz żyć w strachu, nigdy nie będziesz w pełni wolny. Więc puść ten strach, pozwól sobie go poczuć i daj mu odejść. Gdy to zrobisz, pozbędziesz się wielkiego ciężaru, ten strach bowiem związuje Ci oczy i ręce. A czy ktoś kiedykolwiek przeżył życie ze związanymi rękami i oczami?

Do Ciebie, który tęsknisz i Do Ciebie, który jesteś sobą.

Polub Fanpage Pisadła, jeśli chcesz być na bieżąco! KLIK