Do Ciebie, który dajesz wolność.

Chyba nigdy Ci za to tak naprawdę nie podziękowałam. Więc dziękuję, po stokroć. I Tobie też. I Tobie.

To było niedawno. Kubek kawy rozpuszczalnej – tej, której tak nie lubię, ale u Ciebie smakuje ona zupełnie inaczej – parował w moich dłoniach. Było południe, obie siedziałyśmy w piżamie, to znaczy Ty w piżamie, tej z Kubusiem Puchatkiem, a ja w koszulce i majtkach, bimbając nogami. Rozmawiałyśmy o religii, szeroko pojmowanej. Czy wierzysz, nie wierzysz, zgadasz się czy nie. Ja nie wierzę, Ty tak, ja się nie zgadzam, Ty nie wiesz. Zaczęłam coś mówić, a Ty uśmiechnęłaś się pobłażliwie.

– Zastanawiam się, czemu nigdy nie chodziłyśmy do kościoła. I nigdy o religii nie rozmawiałyśmy. I jestem Ci za to jednocześnie bardzo wdzięczna, bo dzięki temu mogłam sama poszukiwać, dochodzić, zastanawiać się, a dziś być tu, gdzie jestem. Tylko – czemu tak było? Nie wiedziałaś jak, nie chciałaś, nie było nam po drodze, tak wyszło?

– Zośka, Ty naprawdę myślisz,  że cokolwiek w tym Twoim moim wychowaniu było przypadkowe?

– Czekaj… to znaczy, że to wszystko było po to, bym sama wyciągnęła wnioski i zadecydowała o swojej ścieżce? Robiłaś to świadomie, od moich najmłodszych lat?

– Tak.

– Czekaj! Czyli wtedy, gdy byłam w gimnazjum i liceum i jako jedyna zawsze w towarzystwie mogłam wszystko, i jako jedyna nie robiłam nic, to to tez było świadomie i z zamysłem? Bym dokonywała najlepszych wyborów, bo mogłam ich dokonać?

– No pewnie!

Są takie momenty w życiu, gdy człowiek aż euforycznie zdaje sobie sprawę z pewnych zdarzeń, pojmuje w pełni swoje szczęście i jednocześnie – dostrzega, że wszystko to, co zdawało się być przypadkowe, wcale takim nie było. Kosteczka po kosteczce układało się w jedną spójną całość, od początku było zaś wiadome, jaki jest zamysł i po co to wszystko – od startu znać było metę.

Okazało się, że już odkąd miałam pięć lat, mniej może nawet, dostałam wolność wyboru. W kwestii być może nie kluczowej, ale na pewno ważnej. W kwestii, która przenika przez aspekty życia, a którą często – nierzadko zupełnie nieświadomie – narzuca się i wymaga, nie pokazując żadnej alternatywy.

Mądre książki mówią, że dzieci się nie wychowuje, a już na pewno nie na swoją modłę, a jedynie pomaga się im i wspiera w odkrywaniu świata i budowaniu siebie. Bowiem są niezależnymi, wolnymi jednostkami, zupełnie nowym bytem.  Mało który rodzić tak robi. Mnie tak zrobiono, ja jestem szczęśliwa.

To było jeszcze niedawniej. Księżyc akurat wykwitł na niebie, pysznił się dumnie i tańczył wśród gwiazd. Zaparzyłam nam herbaty, nie zliczę już której. Jak to jest, że wszystkie te ważne rozmowy, te momenty przełomowe, wnioski – one dzieją się przy kubku herbaty? Czy tylko ja tak mam?

– Ja jestem inny niż inni – powiedziałeś – chcę ci dać przestrzeń. Wolność. Chcę pokazać ci, że to nie klatka. Czy bywam zazdrosny? Nie! Jeśli z kimś się widzisz i jesteś wtedy szczęśliwa, cieszę się. Chcę poznać tę osobę, bo to musi być super człowiek, skoro jest ci z nim dobrze. Rozwijaj się, podróżuj, spełniaj – a ja będę obok, kibicować całym sobą i ciesząc się, że w natłoku zdarzeń i ludzi, wciąż chcesz właśnie mnie, wciąż wracasz tutaj, piszesz, dzwonisz, jesteś.

To dziwne, że w szkole uczą nas tylu rzeczy, życie daje nam jedną po drugiej trudne i ciężkie lekcje, rodzice wychowują, książki pokazują świat, a mało kto mówi prawdy absolutne.

Że w życiu wolność jest najważniejsza, bo daje poczucie bezpieczeństwa. Gdy czujesz, że możesz wszystko i że nie ograniczają Cię żadne pęta, a żadne kraty nie zaglądają do okien, wówczas możesz się rozwijać, poszukiwać, kochać. Kochać najbardziej tych, którzy akceptują Ciebie takiego jakim jesteś i taką właśnie chcą. Nie ma tu miejsca na „ale”, choć są warunki – one są zdrowe i nie ingerują w to, jakim jesteś człowiekiem, a w pewne niedobre zachowania.

Niektórzy chcą ograniczać wolność danej osoby przez wzgląd na jej dobro, by nie zrobiła sobie krzywdy. Jednak… pozwólmy innym popełniać błędy, wówczas najlepiej się nauczą i zrozumieją najwięcej. Stójmy wtedy z boku, mając w gotowości otwarte ramiona i rękaw do otarcia łez.

Słowa „gdy kogoś kochasz, nie trzymaj go na uwięzi, na pewno do Ciebie powróci” nie są wyssane z palca. Gdy dajesz komuś wolność, ta osoba czuje się kochana i zrozumiana. Może być sobą, robić to, co daje jej szczęście, nie musi się ograniczać. I wtedy chce wracać, wracać do miejsca, gdzie nie musi się kryć, chować, grać czy rezygnować z czegokolwiek. Czuje wsparcie. To daje jej pełnię, a gdy wie, że pełnia nie jest zagrożona – chce tego więcej. Wypuszczając człowieka z ramion, by zasmakował świata, zatrzymasz go dla siebie. Gdy pozwolisz, by mógł odejść od Ciebie na krok dwa sto, wróci do Ciebie pełniejszy, szczęśliwszy – bo sam mógł dokonać wszystkich wyborów i tego najważniejszego – że ma już wszystko i znowu chce Ciebie.

Akceptując i szanując wolność drugiego człowieka, nawet jeśli (a może szczególnie wtedy) ma pięć lat, dajesz szczęście, dajesz wybór, dajesz większą samoświadomość, roztropność. Dajesz mu świat nieprzefiltrowany przez Twoje okulary. Bo przecież każdy z nas ma swoją parę. I to jest w porządku, i to jest ok. Wolność jest ok, nie ma co się jej bać.

Cieszę się, że mam Was – tych, którzy to rozumieją.

wolność człowiek życie rozwój wolność człowiek życie rozwój wolność człowiek życie rozwój wolność człowiek życie rozwój wolność człowiek życie rozwój wolność człowiek życie rozwój wolność człowiek życie rozwój

Do Ciebie, który się zmieniasz i Do Ciebie, niezwykłego.

I Fanpage, oczywiście! KLIK

2 Replies to “Do Ciebie, który dajesz wolność.”

  1. […] Do Ciebie, który dajesz wolność i Do Ciebie, który się zmieniasz. […]

  2. […] Do Ciebie, który idziesz w konwenanse i Do Ciebie, który dajesz wolność. […]

Dodaj komentarz